Malmö przejmowane przez imigrantów

Malmö przejmowane przez imigrantów

Malmo jest to piękne miasto położone w południowej Szwecji, jest ono również portem morskim nad cieśniną Oresund. Stanowi centrum gospodarcze i kulturalne południowej Szwecji oraz jeden z kluczowych węzłów komunikacyjnych tego kraju. Jest również trzecim co do wielkości, zaraz po Sztokholmie i Goteborgu, miastem. Nic więc dziwnego, że przyjezdni chętnie osiedlają się w tym mieście. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w ostatnim czasie zdaje się ono już nie być miastem szwedzkim. A wszystko za sprawą masowo przyjmowanych do tego ośrodka imigrantów. Pomoc świadczona przez szwedzkie władze staje się bolączką rdzennych mieszkańców tego portowego ośrodka. Imigranci spotykani są na każdym kroku, a żeby zwiększyć poczucie bezpieczeństwa mieszkańców wraz z nimi pojawiła się duża ilość wojska i policji. Stworzono też specjalne strefy, tak zwane „no go zones”, przeznaczone dla imigrantów. Niestety, tam jest chyba najgorzej. Ataki na policję czy napaści na tle seksualnym są tam na porządku dziennym. Broń posiadają tam nawet nieletnie dzieci. „No go zones”, których liczba w tym mieście jest bardzo duża, nie rozwiązały jednak problemu. Imigranci „opanowali” niemal całe miasto. Wojny imigranckich gangów, strzelaniny czy spalone samochody to codzienność, z którą muszą się zmierzyć wszyscy przebywający w tym mieście. Można rzec, że już całe miasto można nazwać strefą „no go”, ponieważ policja i wojsko nie są w stanie poradzić sobie z poczynaniami gangów.
A jak radzą sobie z całą sytuacją zwykli mieszkańcy miasta?
Nastrojem ogólnie panującym wśród nich jest strach i niedowierzanie. Najstarsi mieszkańcy nie mogą poznać swojego miasta, które z powodu masowego napływu imigrantów bardzo się zmieniło. Chociaż obecność ludzi innego pochodzenia nie jest dla nikogo zaskoczeniem, to nikt nie ukrywa, że ostatnia fala przybyszów wprowadziła największy niepokój i niestety zakłóciła spokojne życie tego portowego ośrodka. Jadąc przez miasto spotkać można grupki imigrantów, których rdzenni mieszkańcy najzwyczajniej w świecie się boją. Imigranci bowiem nie respektują żadnych zasad, gwałcą, napadają na sklepy, nie zatrzymują się do kontroli policyjnych. Ludzie boją się wychodzić wieczorami z domu, a niekiedy nawet policja wystosowuje apele zachęcające do pozostania w domach. Wszystkie te wydarzenia powodują, że w niektórych rankingach miasto, o którym mówimy, „awansowało” na drugie miejsce w zestawieniu miast najbardziej niebezpiecznych na terenie Europy. O ile obrzeża miasta zdają się być w miarę bezpieczne, chociaż bezpieczeństwo to w tym wypadku chyba pojęcie względne, to centrum miasta to już miejsce dla odważnych. Imigranci bardzo się rozgościli w tym szwedzkim mieście. Od niedawna podziwiać można meczet, który „króluje” nad tym miastem. Imigranci kupili najlepszą ziemie na wzgórzu i teraz pierwsze, co widzimy jadąc do strony Ystad do tego szwedzkiego miasta to właśnie muzułmańska świątynia.
Skutki bardzo postępowej polityki imigracyjnej szwedzkich władz odczuwalne są w każdej dziedzinie życia. W mieście brakuje mieszkań, miejsc w szpitalach czy szkołach. Niektórzy posyłają dzieci do szkół w innych miastach, bo te które są w pobliżu przyjmują imigrantów, przez co warunki nauki w przepełnionych szkołach są bardzo niekomfortowe. Mieszkańcy nie kryją swojego niezadowolenia i lęku spowodowanego zaistniałą sytuacją. W Internecie możemy znaleźć mnóstwo komentarzy odnoszących się do całej sytuacji. Monika Olsson, mieszkająca w Szwecji od ponad 20 lat, przewodnicząca polskiego odłamu Moderatów, (Umiarkowana Partia Koalicyjna), który niedawno powstał w mieście, jest przeciwny imigrantom i ostatnio mocno się rozwija, podzieliła się swoją opinią, którą w artykule cytuje portal natemat. pl: „To już nie jest ten kraj, do którego przyjechałam. A Szwedzi milczą, boją się konfliktów, tak są wychowani. U nas wyprowadzają się z miasta i po prostu ustępują im miejsca. Ale ten napływ widać wszędzie.” W innym artykule natemat. pl, dotyczącym kwestii uchodźców w tym mieście czytamy: „Nie mówię, że to uchodźcy. Ale na pewno ma to związek z emigrantami. Nigdy wcześniej tego u nas nie było – zastrzega od razu. Rozwodzi się nad tym, że i miasto, i cała Szwecja były kiedyś czyste, stabilne, spokojne. A dziś tak nie jest. – Wystarczy pojechać w ich dzielnice. Nie mają szacunku dla przyrody, nie rozumieją, że na klatkach powinno być czysto. Oczywiście są wyjątki. Nie można powiedzieć, że nie. Ale ogólny obraz jest właśnie taki. Wielu Szwedów uważa, że rząd popełnia błąd. Panoszą się, jak u siebie.” Ten sam rozmówca mówi dalej: „Proszę sobie wyobrazić, że jadę samochodem za muzułmaninem. Duży ruch, wjeżdżamy w wąską uliczkę. Nagle z naprzeciwka jedzie inny muzułmanin. Obaj się zatrzymują, wysiadają, rozmawiają. Nie zwracają uwagi ani na trąbienie, ani na prośby. Śmieją się w twarz. Takie sytuacje zdarzają się u nas często. Ludzie mówią wprost, że jest ich tu za dużo.”
A co w tej sprawie mają do powiedzenia ci, którzy są prowodyrami całego zamieszania?
Będący w opozycji Margus Olsson, po pozostawia na rządzących suchej nitki i sugeruje, że władze powinny zaangażować wojsko i inne służby publiczne aby przywrócić tak bardzo zachwiany w tym mieście ład i porządek. Wtórują mu także inny mieszkańcy. Jeden z nich na nagraniu zamieszczonym w Tou Tube mówi: „Niech wejdzie tu wojsko, albo za kilka lat będziemy mieli w Szwecji drugą Somalię.”
W lutym miasto odwiedził minister spraw wewnętrznych Szwecji – Anders Ygeman. Przedstawiono mu panującą w mieście sytuację, ilość zamach, strzelanin, morderstw, ostanie miało miejsce w przeddzień wizyty Pana Ministra, kiedy to 23latek został zastrzelony w centrum handlowym. Zapewnił on o swojej trosce o Malmo i zaangażowaniu w próby rozwiązania panujących tam problemów. Obiecał wsparcie finansowe dla strzegącej porządku w mieście policji. Policjanci mogę też liczyć na sprzęt i pomoc potrzebną do rozwiązywania wszelkich wykroczeń prawnych, a owe prawo proponuje zaostrzyć, wprowadzając większe kary za posiadanie broni, areszty domowe czy bransoletki elektryczne. Pomysł na walkę z przestępczością w mieście ma także burmistrz Katrin Stjernfeldt Jammeh. Proponuje ona stworzyć centrum do walki z gangami, a miasto wyposażyć w większą ilość kamer monitorujących ulice. Kolejnym pomysłem jest zwiększenie ilości ludzi, którzy zgłaszają na policję sprawy popełnianych przestępstw, obecnie jest ich bardzo mało, czego powodem jest strach przed odwetem obecnych w mieście gangów. Pomóc ma w tym wprowadzenie możliwości zostania świadkiem anonimowym. Zapewnienia te i troska pocieszają i są całkowitym zdementowaniem zarzutów stawianych rządzącym jakoby prowadzili oni tzw. politykę „chowania głowy w piasek”.
Mieszkańcom pozostaje więc mieć nadzieje, że po zaangażowaniu wszystkich sił, sytuacja w mieście się ustabilizuje i będą oni mogli znowu wieść spokojne życie, jak dawniej.

Leave a reply